Tuesday, 5 February 2013

Smells like photography

 Mogę śmiało powiedzieć, że jestem blogowiczką o tysiącach zainteresowań. Miłośniczka spacerów, a nawet wspinaczek górskich, damska wersja 'kibola' żużlowego, maniaczka czytania książek, oraz słuchania muzyki - chociaż w środowisku (tudzież przy nieznajomych osobnikach płci przeciwnej) uchodzę raczej za maniaczkę zespołu One Direction, czy przeboju 'baby' niż za fankę Green Day'a, starej i punkowej Avril Lavigne, czy Maroon5. Jest tak dlatego, że oprócz tych całkiem 'męskich' zdolności kocham makijaż, modę i...fotografię. 


Zdaję sobie jednak sprawę, że jeszcze daleko mi do profesjonalnego fotografa (typu Christian Ploeger, czy nawet osiedlowy fotograf weselny), ale używam zwykłego Pentax, w dodatku bez żadnych dodatkowych obiektywów, czy innych dodatków. Ten 'profesjonalny' fotograf mnóstwo różnych kamer, statywów, oraz rzeczy, o których moje (w tym wypadku) 'nędzne' ucho nie było w stanie usłyszeć. A ja? Nietypowa, ale jednak zwykła nastolatka umiem jedynie ustawić ostrość. Jednak jest we mnie coś co sprawia, że wybiegam z tłumu tych 'zwyczajnych' i 'nieprofesjonalnych', ponieważ wiem jak trzeba zrobić zdjęcie, aby zaciekawić ludzkie oko, a przede wszystkim - zabawa z aparatem w ręku sprawia mi ogromną przyjemność.  

         
 Uważam, że powinniśmy korzystać ze wszystkiego co zostało dla nas stworzone. Chcesz palić papierosy? Rób to jeżeli nie przeszkadzają Ci tego konsekwencje. Chcesz brać narkotyki? Rób to, ale trzymaj się z daleka ode mnie. Chcesz wspinać się po drzewach nawet pomimo swojego dorosłego wieku? Rób to. Chcesz fotografować wszystko w około? Rób to. Chcesz założyć wspaniały dom? Zrób to. Chcesz spełnić wszystkie swoje marzenia? Dąż do tego, a na pewno nie pożałujesz bo wiecie co? Życie mamy tylko i wyłącznie jedno, więc korzystajmy z niego, bierzmy garściami póki możemy, póki jesteśmy zdrowi, bierzmy to czego inni tak strasznie się boją, pokażmy, że wcale nie potrzeba 'umieć', lecz warto 'próbować'. Najlepsza metoda na udane życie? Najprostsza, a mianowicie popularna metoda prób i błędów, ponieważ człowiek powinien umieć uczyć się poprzez własne potknięcia, a nie wpatrywanie się  innych. Nie umiesz czegoś zrobić, ale o tym marzysz? Próbuj, a na pewno Ci się uda...

Monday, 28 January 2013

Smells like books

Oprócz żużla, kosmetyków, czy mody, jestem wielką miłośniczką książek. Czasami wydaje mi się, że zostałam już jedyna na tym świecie. W moim towarzystwie mało jest takich osób - jeszcze czytających, ale ostatnio uwierzyłam w powiedzenie, że pozory mylą - chociaż łatwe to nie było... Jednak jako osoba przekonywująca do czytania, umiem już stwierdzić dlaczego przychodzi to ludziom z tak wielką trudnością. Wiecie, że mam kolegę 'rapera'? Jest on najbardziej gorliwym przeciwnikiem czytania jakiego znam, a przecież to rozwija wyobraźnię i jakby tego jeszcze było mało- zwiększa nasz zasób słów, więc czy taka osoba, która próbuje zaistnieć na takim, a nie innym rynku, nie powinna tego doceniać? Jego problem polega na tym, że nigdy nie czytał książki, która by go zainteresowała. Właśnie tacy ludzie najczęściej nie lubią i nie rozumieją sensu ich istnienia. Jest mnóstwo czynników, które powodują, że mają oni takie myślenie. Edukacja, wychowanie, środowisko, w którym się obracamy. Mój tata od zawsze siedział z nosem w książkach historycznych na przykład na temat wojen, czy średniowiecza, a mama sięgała po wyciskacze łez i różnego rodzaju dramaty. Wieczorami czytali i nam. W przedszkolu nauczyłam się czytać, a w szkole doskonaliłam swoją pisownie - jak większość z nas. Z czasem jednak książki zaczęły robić się coraz grubsze i coraz nudniejsze. Przestałam po nie sięgać. Lektury- komu to potrzebne? Jednak coś mnie uratowało przed całkowitą nienawiścią do książek. Pani Rowling i jej cudowna seria opowieści o Harry'm Potter'ze. Lektur nie przeczytałam w swoim życiu dużo- kto wie? może kiedyś to nadrobię. Przeczytałam też całą sagę Zmierzch, oraz stałam się oficjalną fanką Nicholas'a Sparks'a i jego cudownych powieści miłosnych. 



Nicholas Sparks jest moim ulubionym pisarzem. Większość ludzi uważa, że wszystkie jego książki są podobne bo opowiadają o miłości, często też pisarz ten dodaje wątki wojenne - jego postacie to bardzo często Marines, lub Szeryfowie małych miasteczek, ale ja go uwielbiam.. Może za to, że z każdą książką zaczynam wierzyć w prawdziwą miłość? Albo dlatego, że czytając każdą kolejną powieść mam wrażenie jakbym czytałam następną część poprzedniej? Albo, że jego pisownia (pomimo swojej prostoty) tak strasznie mnie wciąga. 
Szczęściarz opisuje historię młodego żołnierza piechoty morskiej o imieniu Logan, który podczas jednego dnia pobytu w Iraku znajduje zdjęcie pięknej Elizabeth.. Oczywiście mężczyzna nie zna jej imienia, ani nazwiska, a fotografię zawiesza na tablicy informacyjnej. Niestety po zdjęcie nikt się nie zgłasza, a przyjaciel chłopaka twierdzi, że może to być swego rodzaju 'talizman', który uchroni go od złych rzeczy. Po jakimś czasie od powrotu na ojczyznę chłopak przeżywa ogromną traumę, po której zaczyna wierzyć Victor'owi. Postanawia odnaleźć kobietę ze zdjęcia, aby odpłacić się/podziękować jej za uratowanie życia. Okazuję się, że Beth ma wspaniałego syna Bena, a mężczyzna, który zgubił to zdjęcie to jej ukochany bart, który zginął podczas jednego z patroli. 
Książka opowiada nie tylko o prawdziwej miłości, ale także o wierności czy przyjaźni międzyludzkiej i zwierzęcej... Mnie osobiście bardzo podobały się ostatnie rozdziały, w których ryczałam jak głupia. Po przeczytaniu książki postanowiłam też oglądnąć film i stwierdzam, że jest on przepiękny, ale nie do końca wszystko wyjaśnia, a końcówka również nie jest taka zagadkowa jak w książce.

Na Zakręcie jest pozycją, którą poleciłabym przeczytać jako pierwszą, każdemu kto jeszcze nie miał styczności z tym oto pisarzem. Polecam zaplaić sobie świeczki/po przeczytaniu zrozumiecie aluzję z tym związaną. 
Miles Rayan pełni funkcję zastępcy szeryfa w małym miasteczku -New Bern- w Karolinie Północnej. Od dwóch lat samotnie wychowuje on cudownego synka o imieniu Jonah. Missy (matka chłopca, oraz żona Milesa) zginęła podczas wypadku samochodowego, który według mężczyzny wcale nie był wypadkiem, a typowym zabójstwem z premedytacją. Cały swój czas przeznacza na znalezienie sprawcy, nie dopuszcza myśli, że mógłby się jeszcze raz zakochać....Romans z nauczycielką syna jendak wszystko zmienia, ale czy ten związek  jest w stanie wytrzymać ciężkie próby związane z przeszłością? 
Oprócz typowego narratora, miejscami książkę opowiada 'osoba trzecia', która jest sprawcą wypadku samochodowego. Przez długi czas zastanawiamy się kto to może być, a z otwartą buzią, w ogromnych szoku czytamy ostatnie rozdziały, w których osoba ta podaje swoje imię. 

' W życiu rzadko daje się określić dokładnie początek czegokolwiek, tę chwilę, kiedy spoglądając wstecz, możemy z całą pewnością stwierdzić, że właśnie od tego wszystko się zaczęło. Jednakże czasami zdarza się, że los krzyżuje się z naszym codziennym życiem, zapoczątkowując łańcuch zdarzeń, których konsekwencji nie potrafimy w żaden sposób przewidzieć' 

Saturday, 19 January 2013

Smells like winter


(kurtka H&M, szalik Tesco, torba River Island)

Wczoraj spadł u nas śnieg i przed ostatnią lekcją zamknęli nam szkołę, a BBC nagrywało ten piękny widok w mieście, więc jeżeli ktoś ogląda angielskie wiadomości to może mógł mnie tam zobaczyć..W każdym bądź razie przedstawiam wam nową odsłonę mnie..:) Postanowiłam, że czas, aby coś w sobie zmienić. Nie wiem czy Wam się spodoba, ale uważam, że zmiana wyszła mi na lepsze, ponieważ moje włosy są teraz o wiele zdrowsze, a ja, choć czuję się odrobinę inaczej to myślę, że do twarzy mi w brązie. Zapodziałam niestety gdzieś moją ukochną czapkę z H&M, która dawała mi tyle ciepła, że nawet sobie nie wyobrażacie. 


Macie rodzeństwo? Bo ja mam, starszego brata, starszą siostrę, oraz bliźniaczkę. Ta ostatnia jest moim kompanem, druhem życia codziennego - najlepszą przyjaciółką! Spędzam z nią tyle czasu, że jestem w stanie napisać o niej grubą książkę- pełną cudownych momentów biografię. Przedszkole, szkołę, oraz początki edukacji angielskiej zawsze spędzałyśmy razem, więc nigdy nie czułam się samotna. Zawsze miałam kogoś z kim mogłam porozmawiać, wyżalić się, a nawet wypłakać. Ona jest ze mną pomimo wad, humorów i mojego 'czernego charakterku', a ja jestem przy niej-dla niej. Oczywiście kłótnie są domeną dnia codziennego, ale one pozwalają nam kształtować nasze charaktery i odnaleźć się w 'dorosłym' życiu, które zbliża się wielkimi krokami. Nie umiem nawet powiedzieć jak wyglądałoby życie bez niej. Z resztą rodzeństwa nie mam, aż tak bliskiego kontaktu, co nie oznacza, że nie mam go w ogóle. Wydaje mi się, że im większa różnica wiekowa między ludźmi, tym gorszy kontakt z nimi posiadamy. Moje starsze rodzeństwo ma już praktycznie swoje własne rodziny, domy, a my wciąż nie wiemy kim chcemy zostać w przyszłości. Myślę, że posiadanie takiej siostry to super sprawa - nie zamieniłabym się z nikim innym- czasami chciałabym tylko, abyśmy były do siebie podobne....


(kurtka New Look,szlik Pumpkie, getry ebay, buty shoezone, torebka RI)

Saturday, 22 December 2012

christmas muffins

Święta już za trzy dni..Do kolacji wigilinjnej jeszcze bliżej..Przez ostatnie dni wstajemy z mamą przed dziesiątą,aby wszystko załatwić, ponieważ jutro zaczynamy gotowanie! A dzisiaj przygotowałam dla was post z babeczkami w roli głównej. Zapraszam! 


Składniki:

dwie szklanki mąki
dwie łyżeczki proszku do pieczenia
dwie łyżeczki cukru waniliowego
pół łyżeczki sody oczyszczonej
dwie łyżki stołowe kakao
szklanka groszków czekoladowych
jedna duża szklanka mleka
pół szklanki oleju
jedno jajko 
kilka kropel aromatu waniliowego lub migdałowego
dwie łyżeczki przyprawy do piernika
łyżeczka cynamonu

Przygotowanie:

Mieszamy wszystkie składniki suche i po kolei dodajemy składniki morke. Przelewamy ciasto do foremek i wstawiamy do piekarniki nagrzagnego do 180 stopni na 20minut. 








Ja postanowiłam zrobić także zwykłe babeczki, do których dosypałam groszków z białej czekolady. Nie jestem pewna czy w polsce można już coś takiego kupić, więc jeżeli ich nie dostaniecie to możecie skruszyć czekoladę, lub poszukać czegoś na dziale ze słodyczami. Do białych babeczek nie dodajemy kakao i przyprawy do piernika. 




Ja swoje babeczki polałam czekoladą, która jest przystosowana do gotowania, ale myślę, że zwykłą też możecie roztopić. Ja miałam ochotę na coś takiego, ale polecam wam pokombinować z polewami w różnych kolorach, aby babeczki były bardziej świąteczne.


Chciałam jeszcze dodać, że najlepiej jest posypać czymś foremki, aby babeczki nie przykleiły się do nich..Życzę smaczengo.. :)